Nie powiem, byłem nieco zdziwiony gdy po raz pierwszy przedstawił mi ten koncept - dobrze znam mojego przyjaciela i wiem że nigdy nie przedłożyłby choćby minuty przed szklanym ekranem nad pospolity spacer po lesie. A przecież nie sposób zaprzeczyć, że nawet miś ma swoje życiowe sprawy, w których internet okazuje się niezastąpiony.
Bo w rzeczy samej, nie wszyscy nasi znajomi są blisko nas, czasem ktoś gdzieś wyjedzie, czasem to my tułamy się tam i sam.
Przyklasnąłem więc Carlosowi i niezwłocznie użyczyłem mu swój komputer - okazało się jednak, że druh mój ma nie lada problem z jego obsługą. Przez chwilę myślałem że z planów misia nici, na szczęście Carlos szybko znalazł rozwiązanie i zgrabnie wybrnął z tarapatów, po raz kolejny imponując mi swoim dowcipem.




