czwartek, 30 września 2010

Komputer

Uff... Trwało to doprawdy długo, dysputy były zażarte i ciągnęły się późno w noc. Rozważaliśmy wspólnie wszystkie za i przeciw, i choć po części próbowaliśmy uzmysłowić sobie wszystko to, co jak się koniec końców okazało, wyobrażone być nie może. Mimo niepewności co do skutków tej decyzji Carlos ostatecznie uznał za stosowne na dobre zaistnieć w sieci i czym prędzej założyć własną skrzynkę pocztową.
Nie powiem, byłem nieco zdziwiony gdy po raz pierwszy przedstawił mi ten koncept - dobrze znam mojego przyjaciela i wiem że nigdy nie przedłożyłby choćby minuty przed szklanym ekranem nad pospolity spacer po lesie. A przecież nie sposób zaprzeczyć, że nawet miś ma swoje życiowe sprawy, w których internet okazuje się niezastąpiony.
Bo w rzeczy samej, nie wszyscy nasi znajomi są blisko nas, czasem ktoś gdzieś wyjedzie, czasem to my tułamy się tam i sam.
Przyklasnąłem więc Carlosowi i niezwłocznie użyczyłem mu swój komputer - okazało się jednak, że druh mój ma nie lada problem z jego obsługą. Przez chwilę myślałem że z planów misia nici, na szczęście Carlos szybko znalazł rozwiązanie i zgrabnie wybrnął z tarapatów, po raz kolejny imponując mi swoim dowcipem.