Pewnego dnia, zupełnie zresztą niespodziewanie, w moim życiu pojawił się miś Carlos. Śmiało i bez niepotrzebnego skrępowania, w towarzystwie zawsze uśmiechniętej Mai, wkroczył wprost do mieszkania, usiadł grzecznie na krzesełku i zanim jeszcze zdążył się przedstawić oznajmił mi, że zostaniemy przyjaciółmi. Choć Carlosa podówczas w ogóle nie znałem, ucieszyłem się przecież setnie, czując że przyjaźń ta będzie serdeczna i owocna. Od tego czasu ten mój niepozorny kompan, towarzyszy mi w każdej przygodzie, co i rusz zadziwiając mnie pogodą ducha i radością, żywym umysłem i łagodnym dowcipem a nader wszystko swoją wierną przyjaźnią, której niestraszna najczarniejsza kabała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz