Z dedykacją dla Mirelki.
Ach ta tęsknota. Dopada znienacka, atakuje bezwzględnie i nie daje spokoju póki w ten czy inny sposób zadość jej nie uczynimy. O to jednak nawet w dzisiejszym świecie niełatwo, bo przecież nie zawsze możemy się z bliskimi i przyjaciółmi zobaczyć, a już niezwykle rzadko udaje nam się to w tej właśnie chwili kiedybyśmy takiego spotkania najbardziej pragnęli. Pół biedy gdy taka uporczywie nękająca nasze myśli bratnia dusza mieszka blisko nas - o ileż prościej wpaść na siebie choćby i przypadkiem lub zwyczajnie przypadkowi dyskretnie dopomóc.
Jak wdzięczni losowi winni być wszyscy obdarzeni tego rodzaju komfortem przypomniał mi nieoceniony druh mój miś Carlos, który sam targany okrutną tęsknotą dzielnie postanowił stawić jej czoła i nie wahając się długo powziął szlachetny zamiar napisania listu w jego tradycyjnej, nieco staroświeckiej już formie. Myliłby się jednak, kto by sądził, że z tej żmudnej i skomplikowanej czynności nie może wyniknąć jakakolwiek przygoda. O nie! Carlos bowiem zadbał nie tylko o treść swej wiadomości ale i o to by została czym prędzej doręczona. A gdy z szelmowskim uśmiechem opowiedział mi co z tego wynikło wspólnie uznaliśmy, że historię tę należy szybciutko narysować.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz