poniedziałek, 25 stycznia 2010

C. i K. Gofry

W życiu zarówno człowieka jak i misia, mimo najróżniejszych perypetii bywają przecież i takie chwile, które  z natury swojej są wesołe i stanowią okazję do świętowania. Kiedy jakiś czasem temu oznajmiłem Carlosowi, że oto wkrótce, po latach harówki i odkurzania nosem książek zostanę najprawdziwszym historykiem, druh mój ucieszył się szczerze i z miejsca zaprosił mnie na poczęstunek; przy czym nie miała to być byle jaka przekąska a najprawdziwsze gofry z wieeelką ilością pysznej bitej śmietany.
Myśl o tego rodzaju słodkościach spodobała mi się od razu, Carlosa zaś pochłonęła do reszty i kiedy tłumaczyłem mu, że na radość przyjdzie czas dopiero po końcowym egzaminie, uznał za słuszne bezzwłocznie wypróbować lokal do którego mieliśmy się w niedalekiej przyszłości udać.
Zaprosiwszy więc naszego kolegę wybrał się z nim na ważką i jak mi to objaśnił konieczną degustację i tak jak to zwykle w jego przypadku nie obyło się bez pewnej zabawnej sytuacji.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz